Miasto dla kierowców? A może pieszych?

Największe miasta Polski są zakorkowane a komunikacja publiczna ma często złą opinię wśród mieszkańców. Pojawił się też nowy trend – coraz więcej osób przesiada się na rowery, zwłaszcza w okresie letnim. W mieście, a zwłaszcza na ulicach robi się zatem tłoczno i czasem niebezpiecznie. Dla kogo ma być właściwie miast?

Odpowiedź powinna być właściwie jasna – miasto jest dla wszystkich, którzy chcą w nim mieszkać i potrafią współdzielić ograniczoną przecież przestrzeń z innymi. Nawet najlepsza nawigacja nie ułatwi przecież kierowcy życia jeżeli ten będzie wyjeżdżał na ulicę z negatywnym nastawieniem. Tak samo najlepszy rower nie zastąpi rowerzyście zdrowego rozsądku i nie nauczy go korzystać ze ścieżki rowerowej. A gdzieś jeszcze są przecież piesi, którzy też muszą pamiętać o ciążących na nich obowiązkach. Sprawę utrudnia fakt, iż uczestnicy ruchu mają często sprzeczne wymagania.

Coś dla busa, coś dla koła

Osoby korzystające z komunikacji miejskiej marzą o zastosowaniu buspasów na szerszą skalę i trudno im się dziwić – w końcu korzystają z ekologicznego środka transportu, a muszą stać w korkach tak, jak samochody, które wiozą często tylko jedną osobę. Z perspektywy osób polegających na miejskim transporcie korzystną sprawą byłoby także poszerzenie sieci i modernizacja torów tramwajowych. Piesi chcieliby zapewne szerszych chodników i rzeczy tak prozaicznej, jak bezpieczeństwa na pasach. Teraz niestety łamanie praw pieszych na zebrze należy do codzienności. Jeszcze inne życzenia formułują rowerzyści, którzy życzyliby sobie rozbudowanej sieci tras rowerowych. Jeszcze inne życzenia mieliby pewnie kierowcy – najlepsza nawigacja nie byłaby pewnie już przydatna gdyby miejskie drogi nie były tak często rozkopane w powodu remontów. Inna sprawa, że jeśli chce się jeździć po dobrych drogach, trzeba czasem uzbroić się w cierpliwość. Zmotoryzowani marzą też pewnie o darmowych miejscach parkingowych w centrum.

Sprzeczne żądania

Tak łatwo jednak nie ma. Budżet miasta nie jest z gumy – wszystkiego nie da się zrobić, zwłaszcza biorąc pod uwagę sprzeczność formułowanych przez niektórych uczestników ruchu żądań. O ile piesi optują za uspokojeniem ruchu w centrum, kierowcy oczekiwaliby szerokich ulic i dogodnych dojazdów. Zaspokojenie potrzeb kierowców, rowerzystów i pieszych to karkołomne zadanie. Na zachodzie a powoli także u nas, miasta jak to mówią przywraca się ludziom – wjazd do centrum samochodem zostaje utrudniony nie tylko poprzez redukcję miejsc parkingowych, ale teraz poprzez różnego rodzaju opłaty. Na pewno miastom przyda się rodzaj strategii komunikacyjnej i ustalenie priorytetów – tak aby poruszanie się po metropolii było płynne i nie narażało mieszkańców na nadmierny stres.